Istotność rozróżnienia pojęć „nieważności” i „unieważnienia” umowy na tle spraw frankowych

Stwierdzenie nieważności umowy nie jest tożsame z jej unieważnieniem. Tymczasem brak precyzji w formułowaniu wypowiedzi czy nieświadomy brak rozróżnienia tych pojęć widoczny jest nie tylko w dyskusji publicznej, ale również na poziomie postępowań sądowych. Dlaczego warto być precyzyjnym i podkreślać różnice, zwłaszcza w kontekście umów o kredyty frankowe – wyjaśnia radca prawny Klaudia Chróścik.

Pomiędzy stwierdzeniem nieważności umowy (ustaleniem braku istnienia stosunku prawnego), a unieważnieniem umowy jest zasadnicza różnicę, która wydaje się niesłusznie zacierać. To z jednej strony efekt braku precyzji w formułowaniu wypowiedzi, z drugiej skutek działań lobby bankowego próbującego lansować broniącą ich interesy tezę, że roszczenie o zwrot kapitału nie uległo przedawnieniu. W konsekwencji może prowadzić to do błędnych orzeczeń i nie sprzyjać ugruntowaniu linii orzeczniczej w tzw. sprawach kredytów frankowych.

Brak precyzji w formułowaniu wypowiedzi czy nieświadomy brak rozróżnienia tych pojęć widoczny jest na poziomie postępowań sądowych, gdzie często strony czy sądy posługują się sformułowaniem unieważnienia umowy, mając na myśli stwierdzenie nieważności w oparciu o art. 189 k.p.c. co odzwierciedla się w sentencji orzeczenia poprzez sformułowanie „ustala nieważność umowy czy stwierdza nieistnienie stosunku zobowiązaniowego wynikającego z umowy” jak również wynika z lektury uzasadnienia wyroku, gdzie sąd dokonuje oceny czy strona sprostała wykazaniu interesu prawnego z 189 k.p.c. w żądaniu ustalenia nieważności umowy.

Stwierdzenie nieważności umowy frankowej i jej nieważność to nie są pojęcia zamienne.

Niejako zamienne posługiwanie się tymi dwoma pojęciami może wprowadzać zamieszanie dla dalszego toku spraw frankowych. W głośnym wyroku TSUE w sprawie Dziubak sygn. C-280-18, TSUE posłużył się co prawda sformułowaniem unieważnienia umowy, ale wydaje się to wynikać z braku dokonywania wykładni prawa krajowego i w konsekwencji stosowania nomenklatury nieodpowiadającej wprost krajowemu porządku prawnemu. Również nie można wykluczyć, że duże znaczenie może mieć kwestia samego przekładu orzeczenia na poszczególne języki. W sprawie Dziubak, TSUE w pkt 18 wyroku referując sprawę wskazuje, że roszczenie stron dotyczy stwierdzenia nieważności umowy, natomiast przykładowo w art. 26 czy 43 posługuje się „unieważnieniem umowy” przy czym rozróżnienie to nie wynika z szczególnych przyczyn, a stanowi wymienną nomenklaturę. Również z analizy orzeczeń sądu krajowego kierującego pytania prejudycjalne w sprawie państwa Dziubaków bezsprzecznie wynika, że sąd ten miał na myśli stwierdzenie nieważności w oparciu o 189 k.p.c., jednakże w treści uzasadnienia posługuje się także określeniem „unieważnienia”.

Podkreślić należy, że TSUE dokonuje wykładni prawa europejskiego (a nie krajowego), TSUE nakreśla jedynie kierunki do którego muszą dążyć systemy prawa krajowego, co wyraźnie wskazuje poprzez liczne odesłania, że sąd krajowy musi każdorazowo rozważyć, czy obowiązujący go system prawa krajowego pozwala na utrzymanie umowy: „art. 6 ust. 1 dyrektywy 93/13 stanowi, że nieuczciwe postanowienia w umowie zawartej przez przedsiębiorcę z konsumentem nie są wiążące dla konsumentów, na warunkach określonych w prawie krajowym państw członkowskich, oraz że umowa pozostaje wiążąca dla stron na tych samych warunkach, jeżeli może dalej obowiązywać bez nieuczciwych postanowień. (…) art. 6 ust. 1 drugi człon zdania dyrektywy 93/13 sam w sobie nie określa kryteriów dotyczących możliwości dalszego obowiązywania umowy bez nieuczciwych warunków, lecz pozostawia ich ustalenie zgodnie z prawem Unii krajowemu porządkowi prawnemu, co zasadniczo zauważył również rzecznik generalny w pkt 54 swojej opinii. Zatem w świetle kryteriów przewidzianych w prawie krajowym, w konkretnej sytuacji należy zbadać możliwość utrzymania w mocy umowy, której klauzule zostały unieważnione”.

By nie być gołosłowną w twierdzeniu o zamiennym stosowaniu tych pojęć przez TSUE, przykładowo można wskazać, że w wyroku z 21 stycznia 2015 roku w połączonych sprawach C-482/13, C-484/13, C-485/13 i C-487/1324, Trybunał w 33 punkcie wyroku stwierdził: „sąd krajowy ma możliwość zastąpienia nieuczciwego warunku przepisem prawa krajowego o charakterze dyspozytywnym, pod warunkiem że to zastąpienie jest zgodne z celem art. 6 ust. 1 dyrektywy 93/13 i pozwala na przywrócenie rzeczywistej równowagi między prawami a obowiązkami stron umowy. Jednak możliwość taka jest ograniczona do przypadków, w których nieważność nieuczciwego warunku zobowiązywałaby sąd do stwierdzenia nieważności danej umowy w całości, narażając przez to konsumenta na penalizujące go konsekwencje.” W powyższym wyroku TSUE odnosząc się do tej samej kwestii, posłużył się sformułowaniem „stwierdzenia nieważności”.

Przenosząc rozważania na grunt prawa polskiego, w pierwszej kolejności należy wskazać, że gdy sąd uzna dane postanowienie za niedozwolone (abuzywne), to zobowiązany jest zgodnie z art. 3851 k.c. orzec o bezskuteczności takiego postanowienia tj. braku związania nim konsumenta z ustawy (ex lege) i z mocą wsteczną (ex tunc). Jednakże w sytuacji, gdy sąd uzna, że umowy jako całości po eliminacji tych bezskutecznych klauzul, w świetle przepisów prawa krajowego, nie da się wykonać wtedy przy uwzględnieniu stanowiska konsumenta (co do tego czy ewentualne stwierdzenie nieważności nie przeczy jego interesom, bowiem jak wskazał TSUE w takim przypadku konsument może zrzec się ochrony wynikającej z dyrektywy) stwierdza, że umowa jest nieważna w całości od początku tj. ustala nieistnienie stosunku wynikającego z takiej umowy. Innymi słowy, sąd takim orzeczeniem potwierdza jedynie istniejącą już nieważność i wydaje wyrok deklaratoryjny.

Czym jest unieważnienie umowy

Natomiast pojawiające się głosy o zasadności „unieważnienia” umów kredytu powiązanych z waluta obcą są błędne z kilku przyczyn, pomimo że obu przypadkach omawianych przypadkach wchodzą w grę przepisy o nienależnym świadczeniu.

Po pierwsze: unieważnienie umowy jest szczególną kompetencją sądu przysługującą (materializującą się) jedynie w enumeratywnie przewidzianych przypadkach w ustawie.
Po drugie: cechą takiego orzeczenia jest to, że wyrok ma charakter konstytutywny (czyli prawo kształtujący) co oznacza, że umowa musiała być ważna by sąd mógł dokonać jej unieważnienia.
Po trzecie, nie może ujść uwadze fakt, że abuzywność sąd zobowiązany jest brać pod uwagę z urzędu. Zatem stanowisko, jakoby miało dojść do unieważnienia umowy, które stanowi nieważność wzruszalną (na zarzut uprawnionego) stoi w sprzeczności z wytyczną TSUE o interwencji sądu z urzędu.
Po czwarte wreszcie, unieważnienie umowy prowadzi do błędnego wskazywania momentu dla rozpoczęcia biegu terminu przedawnienia dla roszczeń stron nieważnej umowy.

Unieważnienie musi mieć podstawę w przepisach prawa

Rozwijając powyższe kwestie, należy przypomnieć, że w procesie cywilnym wyróżnia się trzy rodzaje powództw: powództwo o świadczenie, powództwo o ustalenie stosunku prawnego oraz powództwo o ukształtowanie stosunku prawnego lub prawa. To ostatnie ma na celu powołanie nowego stosunku prawnego do istnienia, przekształcenie treści już zachodzącego stosunku prawnego albo zniesienie istniejącego stosunku prawnego. Istota powództwa o ukształtowanie polega na tym, że jest ono ukierunkowane na przekształcenie (już) istniejącej rzeczywistości prawnej (istniejącego stosunku prawnego) przez stworzenie stanu prawnego, którego wcześniej nie było. Jak wskazuje się w teorii prawa procesowego, źródłem powództw o ukształtowanie są przepisy wyraźnie przewidujące możność żądania, by sąd wyrokiem ukształtował określone prawa lub stosunki prawne. Przepisy takie muszą przewidywać w związku z pewnymi stanami faktycznymi możliwość przekształcenia przez sąd istniejącego prawa lub stosunku prawnego przez ich utworzenie, zmianę lub zniesienie. Ponieważ powództwo o ukształtowanie musi opierać się na konkretnych przepisach prawa, mówi się o zamkniętym katalogu tego typu powództw (por. Wł. Broniewicz, Postępowanie cywilne w zarysie, Warszawa 2006, str. 170, red. Z. Resich, System prawa procesowego cywilnego, t. II, Wrocław-Warszawa-Kraków-Gdańsk-Łódź 1987, str. 27-29). Przykład takich ustawowo przewidzianych przypadków stanowi: wyzysk (art. 388 k.c.), unieważnienie małżeństwa (art. 17 KRO), unieważnienie przetargu (art.705 k.c.), czy ustawa o przeciwdziałaniu nieuczciwym praktykom rynkowym w art. 14 ust. 1 pkt 4.

W każdym w tych przypadków ustawa wiąże unieważnienie z określoną podstawą tj. stanem faktycznym. Stąd też powództwo o ukształtowanie (czyli o unieważnienie umowy) różni się w stosunku do powództwa o ustalenie nieistnienia stosunku prawnego z art. 189 k.p.c. (czyli o stwierdzenie nieważności umowy) tym, że powód nie potrzebuje wykazywać swego interesu prawnego, jaki ma we wniesieniu powództwa. Wystarczy tu bowiem legitymacja powoda wynikająca wprost z przepisów prawa materialnego lub przepisów prawa procesowego, gdy chodzi o powództwa zmierzające do ukształtowania nowej sytuacji procesowej (por. wyrok Sądu Najwyższego z dnia 8 listopada 2005 r. sygn. akt I CK 156/05).

Podstawy prawnej dla unieważnienia umowy o kredyt frankowy nie ma

W mojej ocenie polskie prawo zarówno na gruncie kodeksu cywilnego, jak również na gruncie innych aktów prawa powszechnie obowiązującego, nie przewiduje podstawy, która umożliwiłaby żądanie ukształtowania przez sąd treści stosunku umownego poprzez unieważnienie umowy kredytu przy jednoczesnym podnoszeniu zarzutu abuzywności. Mówiąc wprost, w takim przypadku niemożliwym jest wskazanie podstawy do unieważnienia, z tego względu że brak jest takiej podstawy w przepisach. Dlatego zasadnym i jedynie prawnie możliwym jest żądanie ustalenia nieistnienia stosunku prawnego wynikającego z umowy (czyli stwierdzenia jej nieważności). Ponownie podkreślić należy, że dla powództwa z art. 189 k.p.c. koniecznym jest wykazanie interesu prawnego, którego przy żądaniu unieważnienia się nie wykazuje z uwagi na fakt, że dla „unieważnienia” istnieje określony przepis już definiujący określony stan faktyczny (podstawa do żądania unieważnienia), a powołanie się na niego przez uprawniony (legitymowany) podmiot aktywuje prawo do żądania unieważnienia.

Unieważnienie umowy oznaczałoby, że umowa do czasu unieważnienia (wyroku sądu) była jednak ważna. Taka konstatacja natomiast jest wewnętrznie sprzeczna gdyż nie sposób bowiem unieważnić nieważną umowę, choćby ze skutkiem ex tunc.

Powyższe rozważania pozostają w zgodzie z nałożonym na sąd krajowy obowiązkiem badania abuzywności z urzędu. Jak wskazał Sąd Najwyższy w orzeczeniu z dnia 19 kwietnia 2007 r., sygn. akt: I CSK 27/07, badanie klauzul następuje z urzędu – sąd stosuje prawo materialne z urzędu. Zatem jeśli stan faktyczny sprawy wyczerpie hipotezę norm k.c. dotyczących konsumenckich wzorców umownych, sąd powinien te normy stosować z urzędu.

Abuzywność wyklucza unieważnienie

Biorąc pod uwagę powyższe wykluczona jest „koncepcja” unieważnienia na podstawie abuzywności z tego względu, że jak już była mowa, unieważnienie stanowi ekstraordynaryjne uprawnienie sądu, dla którego musi istnieć wprost zastrzeżona w ustawie podstawa prawna i na którą musi powołać się podmiot z kręgu legitymowanych. Natomiast obowiązek badania klauzul z urzędu przez sąd świadczy o konieczności podjęcia interwencji, nawet gdy konsument się nie powołuje się na tę ochronę. Zatem obowiązek ten materializuje się poprzez konieczność ustalenia braku związania stron nieuczciwym postanowieniem ex lege i ex tunc lub w przypadku gdy na skutek braku związania niedozwolonym postanowieniem umowa nie mogłaby się ostać, wtedy należy dokonać stwierdzenia (potwierdzenia) stanu nieważności umowy, który istniał już w chwili jej zawarcia, a kreować wyrokiem „na nowo” stan nieważności, bowiem ten istniał już w chwili jej zawarcia.

W tym miejscu, dla porządku, konieczna wydaje się dygresja co do możliwości odmowy przez konsumenta objęcia go ochroną przed stosowaniem nieuczciwym postanowień. W przypadku w którym, eliminacja abuzywnej klauzuli powodowałaby konieczność uznania całej umowy za nieważną, co z kolei byłoby niekorzystne dla konsumenta, sąd może próbować utrzymać (uratować) taką umowę, poprzez mówiąc obrazowo, „naprawienie” takiej klauzuli”. Nastąpić to jednak może przy łącznym spełnieniu dwóch przesłanek. Po pierwsze, zażąda tego konsument. Po drugie, istnieje przepis dyspozytywny, który może wejść w miejsce abuzywnej klauzuli. Powyższe stanowi wyraz wykładni przepisów dyrektywy 93/13, w myśl której konsument może zrzec się ochrony wynikającej z art. 385 k.c. jeśli ta pogarszałaby jego sytuację.

Nieważność a wymagalność roszczeń

Kończąc powyższe rozważania, należy przejść do ostatniej, jednakże bardzo ważnej kwestii tj. wymagalności roszczeń, które ma znaczenie dla określenia początku biegu terminu przedawnienia (art. 120 § 1 zdanie pierwsze k.c.)

Bieg terminu przedawnienia rozpoczyna się co do zasady w chwili, w której roszczenie stało się wymagalne. Początek wymagalności nie da się ująć w jedną regułę obowiązującą dla wszystkich stosunków prawnych, zależy on bowiem od charakteru zobowiązań i ich właściwości. Jednolicie ujęta jest tylko wymagalność w odniesieniu do zobowiązań o charakterze terminowym. Przyjmuje się wtedy, że wierzytelność jest wymagalna, jeśli nadszedł termin świadczenia, bowiem od tej daty wierzyciel może domagać się spełnienia świadczenia, które dłużnik musi spełnić. Inaczej przedstawia się zagadnienie wymagalności w odniesieniu do zobowiązań bezterminowych, do których zalicza się zobowiązanie do zwrotu nienależnego świadczenia. Wówczas bieg terminu rozpoczyna się od dnia, w którym roszczenie stałoby się wymagalne, gdyby uprawniony podjął czynność w najwcześniej możliwym terminie. Zasada ta wynika wprost z art. 120 kodeksu cywilnego, i ma swoje zastosowanie dla rozważań dotyczących niektórych przypadków roszczeń o zwrot nienależnego świadczenia.

Cztery rodzaje kondykcji

Wymagalność roszczenia z tytułu nienależnego świadczenia może przypadać na różne momenty i zależne jest od ustalenia specyficznego, szczególnego braku podstawy prawnej świadczenia (określonej condictio).

Ustawodawca wyróżnił cztery kondykcje, które wyczerpują wszystkie wypadki nienależnego świadczenia. Condictio indebiti i sine causa powstają już z chwilą spełnienia świadczenia i od tego momentu rozpoczyna bieg termin przedawnienia roszczenia zwrotnego. Inaczej natomiast kształtuje się ta chwila dla condictio causa finita – jest to moment odpadnięcia podstawy prawnej i ob rem – to moment ostatecznego nieosiągnięcia zamierzonego celu.

W moim przekonaniu w sprawach opartych o zarzut abuzywności zastosowanie winna mieć kondykcja indebiti „gdy ten, kto je spełnił, nie był w ogóle zobowiązany lub nie był zobowiązany względem osoby, której świadczył”. Skoro postanowienie uznane za niedozwolone należy traktować jako niewiążące ex lege i ex tunc tj. nigdy nieistniejące, to tym samym nie było podstawy w postaci istniejącego zobowiązania dla spełnionego świadczenia.

Natomiast kondykcja causa finita, związana z odpadnięciem podstawy prawnej świadczenia, zachodzi we wszystkich tych sytuacjach, kiedy podstawa ta istniała w chwili dokonania świadczenia, lecz po jego spełnieniu w sposób definitywny upadła. Podstawową różnicą pomiędzy tą postacią nienależnego świadczenia a condictio indebiti jest okoliczność, iż przy condictio indebiti solvens działa z zamiarem wykonania zobowiązania, które w rzeczywistości nie istniało już w momencie świadczenia, natomiast przy condictio causa finita zobowiązanie to pierwotnie istnieje, natomiast odpada dopiero po spełnieniu świadczenia. Najczęściej opisywanym przypadkiem condictio causa finita jest uchylenie się od skutków prawnych oświadczenia woli dotkniętego wadą w postaci błędu lub groźby, czyli wzruszenia czynności prawnej będącej podstawą świadczenia. Sankcja nieważności względnej (wzruszalności), jaką dotknięte są takie oświadczenia, skutkuje ex tunc, to jednak nie można tu mówić o postaci condictio indebiti, czy też condictio sine causa, bowiem miarodajnym dla oceny postaci tej kondykcji będzie stan faktyczny i prawny istniejący w momencie spełniania świadczenia.

Jaka kondykcja dla umów o kredyt frankowy

Ograniczając ten wątek rozważań do kwestii zakreślonym niniejszym artykułem, stwierdzić należy, że skoro od początku świadczenie (uiszczone płatności w oparciu o niewiążące postanowienie) nie należało się bankowi, to wymagalność roszczenia o jego zwrot przypada na moment spełnienia nienależnego świadczenia. Analogicznie w sytuacji gdy sankcja niezwiązania obejmie postanowienie określające główne świadczenie w ramach danej umowy, ze względu na brak minimalnego konsensu stosunek prawny będzie musiał zostać również uznany za nieistniejący bowiem utrzymanie umowy będzie obiektywnie niemożliwe. W takim przypadku orzeczenie ma charakter deklaratoryjny tj. jedynie potwierdza nieistnienie stosunku prawnego, a nie ustanawia ten stan z chwilą wyroku. Natomiast wymagalności roszczeń następuje z chwilą spełnienia świadczeń nienależnych, dla kredytobiorcy z chwilą uiszczenia każdej płatności i symetrycznie dla banku z chwilą wypłaty kapitału.

Biorąc pod uwagę powyższe nie mogę podzielić poglądu, że w takiej sytuacji dochodzi do odpadnięcia podstawy prawnej świadczenia (causa finita), bowiem jak wskazałam podstawy tej nie było już w chwili zawarcia umowy, a tylko istnienie tej podstawy warunkowałoby ewentualną możliwość podjęcia wzruszenia czynności prawnej z którą kondykcja ta jest wiązana. Nadto o czym była już mowa brak jest w ogóle podstawy normatywnej (przepisu prawa) uprawniającego do orzeczenia unieważnienia umowy w oparciu o zarzut abuzywności.

r.pr. Klaudia Chróścik

https://www.prawo.pl/biznes/stwierdzenie-niewaznosci-umowy-o-kredyt-frankowy-to-nie-zawsze,500914.html








Polub:
Udostępnij